Rekolekcje z Kardynałem Stefanem Wyszyńskim

„Bardziej nam potrzeba serc, aniżeli stali! Bardziej nam potrzeba miłości, aniżeli jakichkolwiek dóbr materialnych! Chociażbyśmy nagromadzili wszystkie dobra świata, a miłości by nam zabrakło, nic nam nie pomoże…”

W poszukiwaniu Miłości

O gdybyśmy umieli przyłożyć ucho do serca zmęczonej ludzkości i wsłuchać się w pragnienia, które są tam ukryte, poznalibyśmy, że człowiekowi potrzeba prawdy, wolności, sprawiedliwości, ale nade wszystko – Miłości…

Pozwólcie człowiekowi miłować! Obwołajcie wielką konstytucję wzajemnego miłowania, a bunt umrze niesławną śmiercią, gdyż najbardziej istotne pragnienie natury ludzkiej znajdzie swój pełny wyraz. Trzeba poznać człowieka i trzeba być wobec niego sprawiedliwym. Katastrofa grzechu pierworodnego nie pozbawiła go miłości. Zapewne była to katastrofa! A my jej skutki na sobie jeszcze dobrze odczuwamy: wiemy, że chociaż pragniemy prawdy, często brodzimy w kłamstwie; chociaż szukamy wolności, tak często jesteśmy niewolnikami, zwłaszcza samych siebie; gdy pragniemy sprawiedliwości, umiemy być niesprawiedliwi i wbrew pragnieniu miłowania – nienawidzimy.

Nie można sprawić, by człowiek, jako dziecko Boże, przestał być człowiekiem. Nie można pozbawić go serca i potęgi miłowania. W człowieku nadal pozostała potrzeba miłowania, którą uznać musimy. Musimy wiedzieć, że jak z istoty swej Ojciec nasz Niebieski jest Miłością, tak człowiek ma być miłością z Miłości (Miłość na co dzień, cz. I, s. 9-10)

Czas zastanowienia

Byli wówczas małżeństwem od ponad ośmiu lat. Oboje pracowali. Dwóch synów każdego dnia w przedszkolu spędzało większą cześć dnia. Wieczorem wreszcie mogli przebywać razem w domu. Anie nie zawsze. Dość często dodatkowe zajęcia wyrywały go od rodziny nawet wieczorami. Wracał wówczas, gdy synowie już spali. Tempo pracy i innych obowiązków niszczyło ich wspólne życie. W końcu trudno było im ze sobą rozmawiać. A gdy już dochodziło do wymiany zdań, to najczęściej wyliczali wzajemne braki, wypowiadali pretensje i nie załatwione sprawy.

Ktoś doradził, by spróbowali więcej rozmawiać, szukać czasu dla siebie. Rada dość banalna. Okazała się jednak na tyle skuteczna, że gdy potraktowali ją poważnie, odkryli, że można znaleźć więcej czasu wspólnego i wtedy można lepiej się rozumieć. Z tego czasu pozostał im zwyczaj pisania do siebie listów. Zazwyczaj to on pisze krótki listy, gdy musi wyjść wcześnie z domu i wie, że nie wróci wieczorem. Pracy nie ubyło. Ale odkryli sposób, by upewniać się o wzajemnej miłości. By dzielić się swymi myślami i uczuciami, by pozostawać blisko, choć w fizycznym oddaleniu. Miłość bowiem była tym, czego we wspólnym życiu rodzinnym potrzebowali najbardziej.

Dziś rozmaite potrzeby człowieka są coraz mocniejsze, a ich zaspokojenie znajduje coraz więcej możliwości. Zresztą producenci reklam nie ustają w wysiłkach, by przekonać o tym każdego, kto sięga po prasę czy spogląda na ekran telewizyjny. Oferta propozycji jest imponująco bogata w swej różnorodności, dostosowana do kieszeni potencjalnego nabywcy, zdolna odpowiedzieć na najbardziej dziwaczne gusta zainteresowanych.

A mimo to głód rzeczy wciąż nowych wydaje się być nienasycony. Dlaczego? Bo w rzeczywistości jest jeden fundamentalny głód człowieka: tęsknota za miłością. Spełnienie jakichkolwiek innych oczekiwań zawsze rodzi poczucie niedosytu, rozczarowania, a w konsekwencji powstaje dalszy głód, który każe szukać nowego zaspokojenia. Jedynie miłość przynosi spełnienie, które satysfakcjonuje ludzkie serce i czyni je szczęśliwym.

Prawdę tę przez całe lata swej kapłańskiej i biskupiej posługi głosił niezmiennie ks. Kardynał Stefan Wyszyński. „Bardziej nam potrzeba serc, aniżeli stali! Bardziej nam potrzeba miłości, aniżeli jakichkolwiek dóbr materialnych! Chociażbyśmy nagromadzili wszystkie dobra świata, a miłości by nam zabrakło, nic nam nie pomoże…” (Miłość na co dzień, cz. I, s. 11n).

Czy miłość można zdefiniować? To niemożliwe. Bogactwo jej możliwych kształtów rozsadza ludzką wyobraźnię, gdy ta pozostaje w uległości wobec trzeźwego rozumu. Tylko siłą miłości, może odczytywać i rozumieć to, co w swej cudownej twórczości miłość drugiego jest w stanie dokonać. Tylko zdolny do miłości rozumie dobrze tego, który miłuje.

Swym zasięgiem miłość obejmuje życie społeczne, rodzinne, religijne. Kardynał Stefan Wyszyński nie ustawał w podkreślaniu, że wszelki ład, zarówno osobisty jak i społeczny, można budować tylko na fundamencie miłości: „Polska musi rozgorzeć społeczną miłością, poczynając od góry, aż do kołyski w domu rodzinnym. W świątyniach, w urzędach i biurach, w warsztatach i fabrykach, na ulicach i uliczkach, w pociągach, autobusach, tramwajach, na chodnikach, wszędzie! Oczekujemy wzrostu nowej niwy, wzrostu miłości, postępowania z miłością, odnoszenia się do człowieka z szacunkiem i miłością, wzajemnego traktowania się z miłością (tamże, s. 13-14).

A trzeba pamiętać, że słowa te zostały wypowiedziane na Jasnej Górze w 1966 roku. Więcej, trzeba odtworzyć w pamięci klimat społeczny tamtych lat. W gomułkowskim wydaniu komunizm przeorywał Polskę, by stworzyć nowy świat, nowe społeczeństwo, nowego człowieka. Już bez zakładania rękawiczek wyrywano z polskiej świadomości chrześcijańskie korzenie. Obchody milenijne przerodziły się w prymitywną konfrontację. Z jednej strony przykazania miłości, które od tysiąca lat głoszone było na polskiej ziemi przez Kościół, z drugiej strony hasło walki klas, z uporem godnym lepszej sprawy, sączone w ludzkie umysły przez komunistyczną władzę w przeciągu ostatniego dziesięciolecia.

Nadto nachalnie wtłaczany w świadomość Polaków materialistyczny światopogląd usiłował zamknąć człowieka w wymiarach doczesności. Roztaczano wizję dobrobytu, do którego miały prowadzić z dumą otwierane nowe fabryki, huty i kopalnie, kolejne tony węgla i stali, coraz wyższe rekordy produkcji i czyny społeczne. To miała być droga ku szczęściu społecznemu. Dziś, po latach, znamy tej drogi gorzkie owoce.

Trzeba było odwagi, mocy wiary i głębi własnego przekonania, by w takich warunkach, w imieniu milionów niezdolnych do wypowiadania swym własnym głosem najgłębszych pragnień, upominać się o miłość na co dzień, o program miłości w życiu społecznym, by przeciwstawić się programowej ideologii walki, która dysponował całym możliwym arsenałem środków propagandy i przemocy. Głos Prymasa brzmiał czystym tonem ewangelicznego prawdy: „Całemu światu – Ojczyźnie, Narodowi, rodzinom, wychowawcom w szkołach, urzędnikom, milicjantom, zwierzchnikom, ministrom i premierom – wszystkim potrzeba serca” (tamże, s. 15).

Gdzie jednak szukać miłości? Jak pojąć właściwą jej miarę? Czy w sobie człowiek może znaleźć jej źródło? Jak się ustrzec prze jej zniekształceniem? Bo przecież jesteśmy zdolni zniekształcać, cokolwiek wpadnie w nasze ręce.

Trzeba odkryć, że źródło miłości prawdziwej jest w Bogu. „Był więc <>, na początku, <> – przed wiekami – gdy istniała tylko Miłość, bo Bóg jest Miłością… Absolutna Miłość udziela się miłości cząstkowej i nieustannie ją ku Sobie pociąga. Bo w tej małej cząstkowej miłości istnieje upodobanie i skierowanie się ku wielkiej, potężnej Miłości, wyczucie własnej genezy, tęsknota za źródłem pochodzenia, jakby pragnienie powrotu do domu Ojca…” (tamże, s. 22).

Wszyscy mówią o miłości, Wszyscy pragną miłości. Ale przecież wielu pragnie miłości na miarę swoją, ludzką. Nie, nie na miarę pięknoludzką. Ale na miarę swej przyjemności, namiętności, żądzy, użycia, wykorzystania bez ponoszenia odpowiedzialności, a to nie jest miara człowieka. To jest miara istoty, która zatraciła swe piękno wewnętrzne. Zniekształciła piękno człowieczeństwa. Wierność zastąpiła chwilowym uniesieniem i cieszy się namiastką, bo zgubiła prawdziwe wyczucie wielkości.

Miłość straciła miarę sobie właściwą – miarę Bożą. I stała się karykaturą prawdziwej miłości. Protezą miłości żywej. Czy można odczuć ciepło piasku, chłód rosy, kołysanie fali i miękkość traw, jeśli się porusza na protezach? Gdy ludzie lekceważą Boga, to tracą smak prawdziwej miłości. A gdy stracą smak prawdziwej miłości, nie znajdują drogi do Boga.

Czas modlitwy

Przez chwilę pozostań w ciszy. Następnie pomyśl o obecności Jezusa i zwróć się ku Niemu z prostą prośbą: Panie Jezu, proszę, być mi pomógł poznać Cię lepiej, bym zrozumiał, że jesteś źródłem miłości w moim życiu i życiu wszystkich ludzi. Bo nie ma poza Tobą miłości prawdziwej.

Pan zachęca cię, byś z miłością traktował swych braci: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone; dawajcie, a będzie wam dane” (Łk 6,36-38), Pomyśl o tym, że Jezus traktuje cię zgodnie z tymi zasadami; nie ocenia, nie potępia, odpuszcza i daje łaskę w nadmiarze. Dlatego możesz innych traktować podobnie. W osobistej modlitwie proś Go, byś był zdolny do miłości na wzór tej miłości, którą On cię otacza.

„Matko Pięknej Miłości! Kierujemy ku Tobie naszą pokorną prośbę: naucz nas miłości! Ty z woli Ojca, który jest Miłością, posiadłaś pod swoim Sercem Syna Umiłowanego Ojcowego i wydałaś światu Zbawiciela, który jest dla dzieci Bożych Ojcową Miłością. Ty nam pomożesz!” (Miłość na co dzień, cz. I, s. 17).

Źródło: „Rekolekcje z … Kardynał Stefan Wyszyński” ks. Roman Sławeński, Wydawnictwo „M”, Kraków 2001